Dzień: 2023-04-13

Jak odnaleźć sens życia

Jak odnaleźć sens życia

Przez adlucem in Bez kategorii kiedy 13 kwietnia 2023

 

Pytanie o sens życia jest fundamentalne ale jednocześnie niezwykle trudne. Nie mam ambicji, by każdemu wskazać gotową odpowiedź, lecz raczej by pobudzić do refleksji i zachęcić do poszukiwań. Kluczowe jest zastanowienie się, czy życie ma jakikolwiek sens, a jeśli ma, to jaki jest ten sens dla ciebie.

Trudność pytania o sens życia polega głównie na tym, że poszukiwanie sensu jest sprawą indywidualną, tak więc i to pytanie powinno być kierowane indywidualnie do każdego z nas. Każdy z nas jest bowiem inny a nasze życie jest naszą prywatnością.  Możemy wręcz powiedzieć, że sensowne życie ma ten kto uważa, że ma sensowne życie. Dlatego nie da się ująć tej kwestii w obiektywne ramy.

Jeżeli więc chcesz zadać komuś pytanie "jaki jest sens twojego życia?", to nie jest to dobre pytanie, chyba że jest skierowane do samego siebie. Nie istnieje bowiem coś takiego jak uniwersalny sens życia.

 

Różne wymiary sensu życia

Możemy doświadczać cierpienia, zmagać się z trudnościami finansowymi, brakiem wykształcenia czy niepewną przyszłością, a mimo to odnaleźć sens w swoim życiu. Z drugiej strony, można mieć dostatek, dobre wykształcenie i stabilną pracę, a mimo to czuć wewnętrzną pustkę.

Wystarczy mocne przekonanie, że to co mam nie nadaje mi w życiu sensu, albo że to czego nie mam nie jest przeszkodą do jego znalezienia. Nawet jeśli dużo posiadam, to dalej może mi czegoś  w życiu brakować. Często wpływa na to ból emocjonalny, doświadczenia z przeszłości czy nawet stany depresyjne, które mogą pogłębiać poczucie bezsensu. Oczywiście, nie każdą depresję da się „leczyć filozofią”, ale refleksja nad sensem życia bywa kluczowa w odzyskiwaniu równowagi.

 

Samodzielny wybór

Każdy z nas ma inną drogę, inne potrzeby i własny sposób odkrywania sensu życia. Aby uznać jakąś ścieżkę za sensowną, trzeba nią przejść i samodzielnie jej doświadczyć - w pełni świadomie i z poczuciem wolności. Możemy inspirować się innymi, ale nawet jeśli większość ludzi uznaje jakąś drogę za właściwą, dla nas może okazać się ona absurdem.

Lew Tołstoj w książce Spowiedź napisał:

Nie żyłem swoim życiem, lecz tylko cudze życie niosło mnie na swoich falach. Zacząłem szukać sensu życia, kiedy poczułem, że muszę sam żyć.

W poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie: "co ja robię na tym świecie", mamy do dyspozycji niezliczone wskazówki, odpowiedzi i propozycje. Każda kultura, religia i filozofia próbuje na swój sposób rozwikłać tę tajemnicę. Najwięksi myśliciele przez wieki pochylali się nad tym zagadnieniem, lecz nikt nie udzielił jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Często wolimy unikać tego pytania albo oczekujemy, że ktoś inny odpowie za nas. Boimy się, że odpowiedź może prowadzić do rozczarowania, pustki, a czasem do konieczności podjęcia trudnych zmian w życiu, na które nie jesteśmy gotowi.

 

Po co nam w ogóle sens?

Sens życia jest kluczowy, ponieważ nasze codzienne decyzje i wybory są jemu podporządkowane. Można żyć, nigdy nie zadając sobie pytania o sens istnienia - ale czy wtedy nasze życie różni się czymś od istnienia rośliny na dnie oceanu, której jedynym celem jest przetrwanie?

Problemem nie jest nawet to, czy znamy odpowiedź na pytania egzystencjalne, ale to, czy w ogóle je sobie stawiamy. A to właśnie one kształtują nasze życie.

A życie jest jak gra - śmiertelna gra, w której ryzykujemy bardzo wiele, jeśli nie nadajemy jej sensu. Świat nie pozostaje bierny wobec tej pustki i chętnie wypełnia ją wartościami opartymi na hedonizmie, narcyzmie czy nihilizmieeros bez agape. Gdy przeglądamy internet czy czytamy gazety, można odnieść wrażenie, że najważniejszymi tematami są uroda, dieta i idealna sylwetka. Tymczasem w innych częściach świata ludzie zadają sobie zupełnie inne pytania - na przykład: Co zrobić, żeby mieć dziś co zjeść?

Chcesz być piękny? Zacznij kochać!

Brak głębszego sensu życia często prowadzi do pustki, a ta może sprzyjać uzależnieniom. Badania pokazują, że osoby pozbawione celu są bardziej podatne na nałogi. 

W jednym z eksperymentów naukowcy umieścili młodego szczura w klatce, nie dając mu żadnego zajęcia ani towarzystwa, lecz zapewniając stały dostęp do narkotyku. Szczur szybko się uzależnił, całkowicie rezygnując ze wszystkiego poza kolejnymi dawkami. Jednak kiedy umieszczono go w klatce z innymi szczurami i pozwolono mu prowadzić „szczurze życie”, uzależnienie nie wystąpiło. Człowiek, podobnie jak szczur, który nie ma celu, łatwiej ulega destrukcyjnym wpływom.

Odnalezienie sensu życia daje wewnętrzną siłę, dzięki której jesteśmy w stanie nie tylko znosić trudności, ale także przekształcać je w coś wartościowego. To właśnie poczucie sensu pozwala ludziom przetrwać najbardziej dramatyczne sytuacje - cierpienie, stratę czy przeciwności losu.

 

Kiedy tracimy sens życia?

Czasami dochodzimy do momentu, w którym zaczynamy myśleć: moje życie nie ma sensu. Pęka dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa, a strefa komfortu, którą tak starannie budowaliśmy, przestaje istnieć. To, co nadawało znaczenie naszemu życiu, nagle znika. Wszystko, co było ważne, traci wartość. Zaczynamy odczuwać, że nasze działania są bezcelowe, a codzienność nie wnosi nic istotnego.

Dzieje się tak zwłaszcza w chwilach kryzysu - gdy bankrutujemy, tracimy zdrowie, ulegamy chorobie, doświadczamy utraty bliskich czy przyjaciół. Nie tylko nagłe dramaty mogą prowadzić do utraty sensu - czasem wystarczy długotrwała stagnacja, rutyna, życiowe porażki, cierpienie czy konfrontacja ze złem. Możemy przez lata opierać się na jakimś potencjalnym sensie, który - gdy jego fundamenty runą - przestaje mieć znaczenie.

W takich chwilach czujemy się zagubieni i nieszczęśliwi. Może pojawić się poczucie osamotnienia - nie tylko fizycznego, ale także emocjonalnego. Rozmowy i spotkania z innymi wydają się powierzchowne i bez znaczenia. Zanika poczucie bezpieczeństwa i stabilności, pojawia się obojętność. Nie widzimy nadziei na zmianę. Powstaje pustka.

 

 

Sens a wiara

Pytanie o sens życia jest nierozerwalnie związany z pytaniem o istnienie Boga. Możemy odpowiedzieć na nie dwojako: Bóg istnieje lub Boga nie ma. I obie rzeczywistości są przerażające. Bo jeśli Bóg istnieje, to warto się dowiedzieć kim jest i czego od nas oczekuje. Jeśli natomiast Boga nie ma, to mamy problem - pędzimy przez kosmos wokół Słońca z prędkością 110 000 km/h, a za kierownicą nikogo nie ma... 🙂

Nie możemy zaistnieć tylko dlatego, że tego pragniemy. Nie wybieramy czasu narodzin, miejsca, rodziców ani kultury, w której przychodzi nam żyć. Każda z tych zmiennych mogłaby sprawić, że nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej, a nasz sens istnienia byłby inny. Bo bylibyśmy innymi osobami.

Na sens życia wpływa również aspekt cierpienia. możemy próbować go unikać, ale nie jesteśmy w stanie go całkowicie wyeliminować. Wreszcie, na sens życia wpływa też świadomość braku kontroli nad tym, czy umrę. Temat śmierci najbardziej brutalnie kwestionuje czy rozlicza nasze poczucie sensu życia. Nie chodzi jednak o to, że życie bez końca nadałoby nam jego sens. Takie życie również mogłoby być puste i nieznaczące.

Żadna istota nie może nadać pełnego sensu ludzkiemu życiu, jeśli nie ma kontroli nad narodzinami, życiem, cierpieniem i śmiercią. Znamy jednak jeden Byt, który posiada tę kontrolę - i nazywamy Go Bogiem. Dlatego ostatecznie pytanie o sens życia sprowadza się do pytania o istnienie Boga.

W tym kontekście można wyróżnić trzy ogólne postawy:

  1. Poszukiwanie sensu w powiązaniu z wiarą w byt absolutny
  2. Poszukiwanie sensu bez wiary w taki byt
  3. Obojętność lub unikanie tych pytań

ad 3:

Postawa obojętności wobec sensu życia jest dość powszechna. Spotykamy ludzi, którzy nie próbują go rozeznawać ani nad nim się zastanawiać. Stąpają po Ziemi, nie zadając sobie pytań o swoje miejsce we wszechświecie czy o to, komu - jeśli komukolwiek - ono przynależy.

Być może wynika to z prostego faktu, że nie trzeba znać prawdy o świecie, aby w nim żyć. Czy muchy zastanawiają się nad sensem istnienia? Może tak, choć to wątpliwe. A jednak żyją i pragną żyć. Człowiek, choć obdarzony wyższą inteligencją, również może zadać sobie pytanie o sens życia - ale równie dobrze może tego nie robić.

Stanisław Lem ujął to w prostych słowach:

Znalazłem w tym sensie, że go nie szukałem. Nie biegałem za sensem jak za nietoperzem. Robiłem to, co umiałem i lubiłem. Wstawałem o piątej rano nie dlatego, że mi kazali, tylko dlatego, że lubiłem pisać … Gdzieżbym miał jeszcze siłę uganiać się za sensem!

Dla wielu ludzi codzienność jest tak absorbująca, że nie pozostawia czasu na głębsze refleksje. Jesteśmy niczym koń z klapkami na oczach, który widzi tylko tyle, by móc ciągnąć swój wóz - a czasem i cudzy. Przemierzamy więc przez to życie dostrzegając jedynie dyszel naszego wozu. Najważniejsze wydaje się to, by podróż przebiegała w możliwie komfortowych warunkach. Dokąd zmierzamy? To pytanie bywa drugorzędne, dopóki kanapa, na której siedzimy, ma miękkie obicie.

Łatwiej jest żyć, nie zastanawiając się nad sensem istnienia. Przemyślenia mogą prowadzić do niewygodnych wniosków - że życie jest pozbawione znaczenia, że wszystko, co robimy, nieuchronnie zmierza ku pustce. Możemy zacząć wątpić w wartość własnych działań, popaść w przygnębienie, zwątpienie, a nawet chęć, by po prostu przestać czuć, działać, istnieć. Po co to wszystko?

A jednak, choć można uciekać przed pytaniami o sens i śmierć, nie da się uniknąć wyborów. Życie, niezależnie od naszej postawy, wymusza decyzje. Nawet odrzucenie refleksji nad istnieniem jest pewnym wyborem. A jednym z nieuchronnych skutków życia jest właśnie konieczność dokonywania wyborów - między dobrem a złem, sensem a jego brakiem, akceptacją a ucieczką. Walka duchowa toczy się niezależnie od tego, czy wierzymy, czy pozostajemy obojętni. Odrzucenie pewnych wyborów to też wybór.

 

Ad 2: postawa niewiary lub nierozstrzygania

Dla ateisty, czyli osoby zaprzeczającej istnieniu Absolutu, wiara w taki byt nie jest racjonalna. A to, co nieracjonalne, zostaje odrzucone. Jednak nawet po odrzuceniu tej wiary świat pozostaje niezrozumiały, nieogarniony i tajemniczy.

Religia bez nauki jest kulawa, nauka bez religii jest ślepa.

/Albert Einstein/

Dla osoby niewierzącej nie istnieją wartości absolutne. Mogą istnieć pewne społeczne umowy, regulujące normy moralne, ale historia pokazuje, że nie wszyscy chcą ich przestrzegać. Stąd rodzą się wojny i konflikty. Co więcej, moralność, pozbawiona fundamentu absolutu, staje się subiektywna - trudniej jednoznacznie oddzielić dobro od zła.

Ateiści często twierdzą, że wiara w Boga nie jest konieczna, aby być dobrym człowiekiem - i mają rację. Czasem ich postawa zawstydza ludzi wierzących. Jednak ateizm nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w ogóle pewne rzeczy uznajemy za dobre lub złe.

Ks. Tischner tak oceniał ateizm:

Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Tak jak logiczne i rozumne jest to, żeby się nie zakochać… A przecież ludzie nie są w tym przypadku logiczni. Na szczęście.

Osoby niewierzące szukają sensu życia w tzw. sensach nieostatecznych:

  • Żyję, bo lepsze to niż śmierć.

  • Skoro istnieje świat, to chcę go eksplorować, doświadczać, a także pracować dla bliskich i przyszłych pokoleń.

  • Sensem życia staje się rozwój świata, pozostawienie po sobie dobrego imienia.

Wśród celów życiowych można wyróżnić te altruistyczne, jak:
✔ zabezpieczenie rodziny,
✔ wychowanie dzieci,
✔ działalność charytatywna,
✔ troska o środowisko.

Ale także te egoistyczne:
✔ samospełnienie,
✔ osiąganie szczęścia,
✔ tworzenie strefy komfortu,
✔ dbanie o zdrowie i sylwetkę,
✔ spełnienie zawodowe i rodzinne,
✔ rozwijanie pasji.

Może nim być nawet nienawiść do sąsiada.

Takie osoby przyjmują więc postawę życia chwilą, liczy się teraźniejszość, spełnianie marzeń i maksymalizacja wrażeń. I właściwie nie ma nic w tym złego, jeśli chcemy dla siebie dobrze, źle jest wtedy, kiedy tylko na tym poprzestajemy

Nie chcę pod koniec życia stwierdzić, że przeżyłam tylko jego długość. Chcę przeżyć też pełną jego szerokość.
Diane Ackerman

Pytanie jednak, czy wymienione cele to rzeczywiście sens życia, czy tylko pośrednie środki do jego realizacji? Sens nie jest czymś namacalnym - to raczej myśl przewodnia, idea, która nadaje kierunek naszemu życiu.

Przykładowo, jeśli dążymy do sensu pt. "pogodne życie", to w jego ramach realizujemy cele pośrednie: budujemy dom nad jeziorem, pielęgnujemy przyjaźnie, szukamy pracy z dobrą atmosferą. Różnica polega na tym, że gdy cel zostaje utracony - dom spłonie, przyjaźnie się rozpadają - sam sens nie ginie. Nadal szukamy pogody ducha i spełnienia, choć w innej formie.

 

Szukanie sensu w ostateczności

Dla ateisty trudniejsze jest pytanie: Skąd pochodzimy?, a łatwiejsze: Dokąd zmierzamy? Śmierć jest oczywistością - choćbyśmy o niej nie myśleli, choćbyśmy próbowali ją ignorować, nie da się jej oszukać. Jednak życie przeżyte bez pewności, czy istnieje coś poza śmiercią, pozostaje dramatem.

Jeśli zakładamy, że Bóg nie istnieje, to zarówno człowiek, jak i cały wszechświat są skazani na nicość. Wtedy rodzi się fundamentalne pytanie:

Jaki jest sens naszego życia w obliczu śmierci, skoro po śmierci nic nie ma?

Śmierć jest równa wobec wszystkich - młodych i starych, bogatych i biednych, sławnych i zapomnianych, mądrych i głupich, dobrych i złych. Wszyscy kończą tak samo. Nie zabierzemy do trumny ani wrażeń, ani pieniędzy, ani nawet najlepszych samochodów.

A jeśli mówimy, że żyjemy dla dzieci, dla rodziny, dla przyszłych pokoleń - to co nam pozostanie, jeśli nagle ich zabraknie? Co, jeśli pokłócimy się z rodziną? Czy nasze życie wtedy całkowicie straci sens?

Jaki więc racjonalny sens ma przejmowanie się przyszłością, skoro nas w niej nie będzie? Jeśli śmierć oznacza absolutny koniec, to nasze życie niewiele różni się od życia psa czy muchy - w końcu kończymy tak samo.

Woody Allen, znany ateista, tak wyraził swój stosunek do śmierci:

Wszystko, co robimy za naszego życia, jest w ostateczności iluzją. Po śmierci nie będzie już nic z istnienia. Zupełnie nic. Chciałbym się mylić, ale zdrowy rozsądek się temu sprzeciwia (…). Jestem ścisłym ateistą i wyznaję Nietzscheański światopogląd. Dlatego wiodę smutne życie, bez nadziei, przerażające i ponure, bez celu.

A jednak śmierć potrafi nadać naszemu życiu nowy wymiar. Często dzieje się tak, gdy słyszymy wyrok - gdy dowiadujemy się, że zostało nam zaledwie kilka miesięcy czy tygodni. Nagle wszystko, czym żyliśmy do tej pory - praca, kariera, plany - traci znaczenie. Pojawia się strach, a czasem rozpacz.

W takich momentach zaczynamy dostrzegać, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka - szczególnie tego, który jest dla nas ważny. Pragniemy jego bliskości, miłości, uwagi. Nagle sięgamy po rzeczy, które odkładaliśmy na później. Zaczynamy żałować straconego czasu.

Paradoksalnie to właśnie śmierć - jej bliskość i świadomość - może stać się okazją do odnalezienia głębszego, prawdziwego sensu życia.

Sens życia dla agnostyka

Różnica między ateistami a agnostykami jest subtelna, ale istotna. Ateista to osoba, która odrzuca istnienie Boga, absolutu lub jakiejkolwiek nadprzyrodzonej siły, uznając je za niepotrzebne lub nierealne. W związku z tym nie widzi potrzeby poszukiwania sensu życia w odniesieniu do tych koncepcji. Z kolei agnostyk to osoba, która nie twierdzi, że Bóg istnieje ani że nie istnieje, uznając, że nie ma wystarczających dowodów ani środków, by rozstrzygnąć ten dylemat. Dla agnostyka pytanie o istnienie absolutu jest nieodpowiedzialne do rozstrzygnięcia, a sens życia może opierać się raczej na doczesnych doświadczeniach, bez konieczności wiązania ich z wiarą w nadprzyrodzone byty.

Żartując, można powiedzieć, że agnostycy będą mieli na Sądzie Ostatecznym tylko niewyraźne miny, a ateiści będą przerażeni - ponieważ agnostyk nie wie, co się wydarzy, a ateista uznaje, że po śmierci nie ma nic. W praktyce jednak zarówno agnostycy, jak i ateiści żyją bez odniesienia do transcendentnych wyjaśnień, skupiając się na tym, co widzialne i namacalne.

Podstawowa różnica polega na tym, że agnostycy pozostają otwarci na możliwość istnienia absolutu, podczas gdy ateiści go odrzucają.

Sens życia dla buddysty

Inną coraz bardziej popularną ideą jest buddyzm, który, zamiast być tradycyjną religią, funkcjonuje raczej jako filozofia życia. Nie twierdzi on jednoznacznie, czy Bóg istnieje, ani nie zaprzecza tej możliwości. Buddyści wierzą, że celem ludzkiego życia jest osiągnięcie pełnego oświecenia, które zdobywa się dzięki specjalnym technikom. Te praktyki prowadzą do wyzbycia się iluzji o "ja", uwolnienia od pragnień, a ostatecznie - od cierpienia duchowego. Oświecenie nie jest czymś, co można otrzymać od zbawcy czy Boga, lecz jest rezultatem własnej pracy nad sobą.

 

Ad 1: jaki ma życie sens jeśli istnieje byt absolutny?

Właściwie istnieją dwie opcje:

Albo nikt stworzył coś z niczego w sposób uporządkowany, albo ktoś stworzył coś z niczego w sposób uporządkowany. Bez względu na to którą opcję wybierzesz, obie są cudami 🙂

W byt lub byty absolutne wierzy wiele religii, ale skupię się na tej, którą uważam za najbardziej mi bliską, na wierze chrześcijańskiej.

Jeśli istnieje byt absolutny, życie nabiera głębszego sensu, wykraczającego poza to, co ziemskie i doczesne. Wówczas możemy dostrzec, że nasze istnienie nie jest przypadkowe, a świat nie jest przypadkowym zbiorem zdarzeń. W tym przypadku mamy do czynienia z zamysłem Bożym, który nadaje naszemu życiu cel i porządek.

Św. Augustyn pisze:

Stworzyłeś nas bowiem dla siebie i niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie.

Jeśli zostaliśmy stworzeni przez Absolut, to w centrum świata jest Bóg, który stworzył świat i ludzi w określonym celu. Bez Niego nie ma nic albo wszystko co jest prowadzi do absurdu. Wspomina nam o tym księga rodzaju:

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Mamy więc opisany odwieczny zamysł Boży w odniesieniu do człowieka i jego zbawienia. Każdy z nas został zamierzony przez Boga od samej wieczności. Wierzymy, że od Boga jest nasz początek. Bóg chciał abym się narodził we właściwym czasie i miejscu, abym mógł przeżyć moje życie, które On dla mnie zaplanował. Księga Jeremiasza mówi:

Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię.

Zanim więc się narodziliśmy, zanim fizycznie zaistnieliśmy na tym świecie, już istnieliśmy. Bóg nas znał. Wie o nas wszystko, bo sam nas ukształtował.

Jest taka tendencja do stawiania człowieka w centrum wszechświata zamiast Boga. Zamiast więc mówić za Samuelem:

mów Panie, bo sługa Twój słucha” mówimy raczej: „słuchaj Panie, bo sługa Twój mówi”.

Gdy się modlimy, to często zapominamy, że to Bóg jest naszym Stwórcą. Dobrze jest więc również modlić się o to, co Bóg chce nam dać, a nie o to co my chcemy.  Jeśli bowiem idziemy do lekarza, to nie mówimy mu, co jest nam potrzebne do zdrowia. Liczymy na jego wiedzę i narzędzia i ufamy jego receptom. Nawet jeśli nasze życie wydaje się beznadziejne, a wszystkie drzwi zamknięte, to Bóg otwiera dla nas okno, jeśli tylko w takiej sytuacji wyrazimy nasze zaufanie do Niego.

 

Jaki jest więc cel życia dla osoby wierzącej?

Skoro istnieje Stwórca, podstawowym celem człowieka jest oddawanie Mu chwały. Bóg, który obdarzył nas życiem i światem, pragnie zaprosić nas do siebie po śmierci. Czy nie powinniśmy zatem chwalić Go i dziękować za Jego miłość, zanim o cokolwiek Go poprosimy? Jak odpowiedzieć na miłość Boga, jeśli nie poprzez naszą miłość, wyrażoną w oddaniu Mu chwały?

Dla chrześcijanina sensem życia jest także wierność Bogu. Św. Teresa z Kalkuty, odpowiadając na pytanie, po co pomagać chorym, którzy wkrótce umrą, powiedziała:

Bóg nie żąda, byśmy odnieśli sukces. Ważna jest tylko wierność.

Możemy więc podejmować jakąś misję, która jak wierzymy, pochodzi od Boga, bez zwracania uwagi na to, czy osiągniemy sukces. Bycie wiernym jest bowiem już sukcesem, a czasami droga, którą idziemy, jest ważniejsza niż sam cel.

Jeśli chcemy szukać sensu życia w Bogu, nie możemy przejść obojętnie obok relacji z drugim człowiekiem. Św. Paweł w hymnie mówi:

Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszystką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.

Jeśli wierzymy ale nie kochamy, to na próżno nasza wiara. Bóg nie oceni nas tylko na podstawie uczęszczania na mszę, spowiedzi czy modlitwy. Faryzeusze, choć żyli zgodnie z prawem, byli krytykowani przez Jezusa za brak miłości

Istota sensu życia dla chrześcijanina zawiera się więc w oddawaniu Bogu chwały, wiernym Mu służeniu oraz miłości bliźniego. W tej relacji Bóg chce być naszym przyjacielem a nie sędzią, który nas tylko rozlicza. Sens życia to chwalić Boga za to, że chce być naszym przyjacielem - przyjacielem, który nie potrzebuje niczego od nas, bo ma wszystko, ale pragnie dać nam wszystko, co najlepsze. To On zaprasza nas do relacji pełnej miłości, zaufania i pozbawionej lęku.

 

Możemy sobie jednak zadać pytanie, jak wierzyć w kogoś, kto się przed nami ukrywa?

Bóg, pomimo, że jest w centrum zachowuje się tak jakby w nim nie był. Daje nam wolną wolę i jednocześnie jest wyjątkowo delikatny w przenikaniu do świata materialnego. Gdyby Bóg nie pozostawał ukryty, naturalnie skłonilibyśmy się ku Niemu i ku dobru, nie mając zbytniego wyboru między dobrem a złem. Z jednej strony Bóg zakorzenił w nas obiektywne wartości, ale z drugiej strony pozwala nam wybierać, a nawet odrzucać je.

Bóg więc zachowuje pewien dystans, ponieważ jeśli mamy być podobni do Niego i stworzeni na Jego obraz, to tak jak On musimy mieć wolną wolę. Otrzymaliśmy ją, ponieważ Bóg pragnął, by Jego stworzenia - ludzie i aniołowie - nie byli zmuszeni do kochania Go, lecz by wybrali tę miłość dobrowolnie. Gdybyśmy tej wolności nie mieli bylibyśmy niezdolni do miłości, a tym samym niezdolni do osiągnięcia właściwego celu egzystencji, którą jest miłość doskonała. To właśnie Boża miłość kreuje takie warunki.

Bóg od samego początku uczy nas, jak korzystać z daru wolności. Dlatego powiedział Adamowi i Ewie, co jest dobre, a co złe. Podobnie było z Kainem, któremu Bóg wyjaśnił, że grzech pragnie nim zawładnąć, ale on ma moc, by nad nim panować (Rdz. 4,7). Mimo to, wybór Kaina był inny. Bóg szanuje nasze decyzje, choć są one obarczone konsekwencjami.

Wolna wola, którą posiadamy, jest dowodem na to, że Bóg nie chce traktować nas jak służących:

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi. (Jan, 15, 15)

W innych niechrześcijańskich religiach to ludzie gonią za Bogiem. Natomiast w wierze chrześcijańskiej to Bóg goni za człowiekiem, oferując mu przyjaźń, miłość oraz nieustanne zainteresowanie. Ks. Jan Maria Vianney idzie o krok dalej i w swoim kazaniu o przywilejach duszy czystej mówi:

Dzieci moje, niepojęta jest władza, jaką dusza czysta ma nad Bogiem, gdyż to nie ona pełni Jego wolę, lecz Bóg pełni jej wolę.

Bóg więc wywyższył człowieka w wyjątkowy sposób, gdyż chciał stać się tym czym jest człowiek, aby także człowiek mógł stać się tym czym jest Chrystus (św. Cyprian). Podobnie tę myśl wyraził św. Augustyn: Bóg stał się człowiekiem aby człowiek stał się Bogiem. Będziemy więc uczestniczyć w życiu boskim w sposób wyjątkowy, ponieważ Syn Boży przyjął naturę ludzką i ją przebóstwił a nie porzucił.

 

Co robić, aby odnaleźć sens?

Najważniejsze dla odnalezienia sensu życia jest samo szukanie. W tym poszukiwaniu sensu jesteśmy wezwani do czynności a nie bierności. Człowiek powinien pielęgnować ciekawość - wobec Boga, świata, innych ludzi. Dlaczego mamy nie zadawać sobie pytania: Czy moja codzienność ma sens? Czy moja praca ma sens? Czy robię to, co naprawdę kocham i do czego mnie to prowadzi?" Kiedy osiągnę podstawowe cele, co potem?  I najważniejsze: co jest istotą naszego istnienia?

Czasami człowiek jest tak uparty w podążaniu za jakimś celem, że gubi po drodze wiele z tego co wartościoweWykorzystać  dobrze czas i go nie marnować to również dobry sens dla nas wszystkich.

Każdy z nas ma jakąś hierarchię wartości, i to co znajduje się na szczycie tej hierarchii spełnia funkcję Boga dla Ciebie, bez względu na to, czy w Niego wierzysz i czy potrafisz Go nazwać.  Świadomie czy nieświadomie szukamy tego, co absolutne - przyjaźni, miłości, wartości. Doświadczając ich w pełni, odczuwamy stałość, która jest charakterystyczną cechą sensu absolutnego.

Jeśli oprzemy swoje życie na Bogu, to warto sobie uświadomić, że Bóg nie czyha na człowieka, tylko na niego czeka i również zachęca nas do poszukiwań. Gdy Jezus odwrócił się do apostołów i ujrzał ich idących za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie?

Pismo Święte mówi: Szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto [...] szuka, znajduje, a temu, co kołacze, będzie otworzone. Wybór Boga jako podstawy sensu naszego życia to dopiero początek drogi, początek poszukiwań. Bóg daje nam jednak nadzieję:

Księga Jeremiasza 29:13:

A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem.

Wiersz na zakończenie

Życie - stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń...
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.
Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć - nie wystarczy za sens.
/Życie, Andrzej Poniedzielski/

Wywiad z byłym egzorcystą ojcem Bogdanem Kocańdą

Wywiad z byłym egzorcystą ojcem Bogdanem Kocańdą

Przez adlucem in Bez kategorii kiedy 13 kwietnia 2023

Czym dla współczesnego człowieka jest szatan i dlaczego tak rzadko się o nim mówi?

Ojciec Bogdan: Myślę, że nie jest prawdą, iż nie porusza się tego tematu. Wystarczy popatrzyć na półki w księgarni, jest tam wiele książek na ten temat. Po drugie temat szatana cały czas jest przepowiadany, wystarczy posłuchać Ewangelii i wszystkich jej fragmentów na temat diabła. Być może nie ma tzw. negatywnego nauczania - krzyków i wrzasków jak to mocny jest szatan. Dzieje się tak dlatego, że opcja, którą prezentuje kościół opcją ku przyszłości w Chrystusie. Nauczanie jest więc pozytywne. Zresztą zgodne z pewną logiką działania w walce duchowej mówiącą, że ten kto podejmuje walkę duchową przede wszystkim chroni życie w sobie, życie w łasce uświęcającej.

Dla współczesnych szatan pozostaje w kręgach mitów, jest dobrą bajką dla niedobrych dzieci. Poza tym jest wyjaśnieniem wielu spraw, które dla wielu są po prostu magiczne, tajemne, które może robić ktoś, kto jest demonem. Są też tacy, dla których szatan może się jawić jako pewne antidotum na Boga Trójjedynego, oraz ci, dla których szatan jest po prostu zabawą.

Kto jest najbardziej narażony na działanie szatana?
Ojciec Bogdan: Niestety każdy z nas, a przede wszystkim ci, którzy są zatwardziałymi grzesznikami, którzy są daleko od Pana Boga, którzy walczą z Bogiem, walczą z Kościołem świętym. Oni są tak naprawdę w rękach złego. Często traktowani nie podmiotowo, ale przedmiotowo. Drugi nurt to ci, którzy są w drodze do świętości, uświęcenia i zjednoczenia z Bogiem. Bóg daje im łaskę, którą przyjmują. Otwierają się na Boga, otwierają się na miłość. Szatanowi się to nie podoba i chce odciągnąć ich od Boga. Bóg do tego dopuszcza po to, aby oczyścić człowieka, wyzwolić go od wszystkiego co jest jeszcze bardzo ludzkie. Wynika z tego, że jedni i drudzy mogą być poddani działaniu złego ducha Zresztą każdy z nas jest poddany pod działanie złego ducha w najzwyklejszej postaci - pokusy. Jednak nie każda pokusa pochodzi od diabła. Czasem może pochodzić od człowieka poprzez pożądliwość, czy też od świata, który się rządzi swoimi prawami, swoją filozofią.

Jakie są konsekwencje dla kogoś, kto sam chce się oddać pod działanie szatana?
Ojciec Bogdan: Od strony duchowej konsekwencje są straszne. Oddając się szatanowi wybierasz go jako pana swego życia i oddajesz swoje życie w jego ręce. Spotkałem osobę, która była kapłanką w sekcie satanistycznej. Była świadoma w ciągu dnia tego co robi tylko dwie godziny. Zły duch wyprowadzał ją z miasta gdzie mieszkała do innej miejscowości, gdzie odbywały się satanistyczne rytuały. W amoku („transie opętańczym”) wchodziła do kościoła by w czasie Komunii Świętej przyjąć Ciało Pana Jezusa. Nie spożywała go jednak tylko wynosiła na czarne msze. Oczywiście szatan gwarantował jej pewną władzę, miała zdolność hipnotyczną, mogła kierować ludźmi, np. odprowadzała wzrokiem konduktorów, którzy sprawdzali bilety w tramwaju. Pod władzą szatana najczęściej jednak nie są ludzie, którzy oddają mu życie świadomie. Raczej staje się to przez fakt czynów, które popełniają. Ich czyny mówią za nich.

Czy jest możliwe, aby ktoś rzucił na nas "przekleństwo"?
Ojciec Bogdan: Trzeba rozróżnić przekleństwo od słów wulgarnych, których często używają niektórzy ludzie. To nie jest to samo. Przekleństwo jest życzeniem zła komuś, jego śmierci, niepowodzeń w życiu, chorób, itd. Jest to możliwe i często praktykowane np. we Włoszech. W środowisku włoskim można zamówić tzw. rzucanie uroku. Jeżeli kobieta chce zdobyć chłopaka to może zamówić takie „rzucenie uroku”, który będzie właśnie tak działał, że mężczyzna się w niej zakocha. To jest dość powszechna praktyka.

A jak to wygląda od strony tego zakochanego?
Ojciec Bogdan: On myśli, że tak ma być.

Czym jest egzorcyzm w kościele katolickim, kiedy się go używa, jakie są jego rodzaje?
Ojciec Bogdan: Egzorcyzm jest modlitwą kościoła nad człowiekiem zniewolonym duchowo, który spełnia wszelkie kryteria osoby opętanej. Kapłan, który podejmuje taką modlitwę w imieniu Kościoła Świętego i w imieniu Jezusa Chrystusa musi mieć do tego władzę. Pierwszym egzorcystą jest biskup. Do pomocy może mianować kapłanów, którzy będą pełnić tę posługę. Wybierani kapłani podejmują modlitwę o uwolnienie za pomocą egzorcyzmu uroczystego. Jest to pewien rytuał, który ma na celu wypędzenie złego ducha z opętanej osoby. Składa się z kilku części: modlitwy o ochronę, Liturgii Słowa, Litanii, wezwania do Ducha Świętego. „Egzorcyzm prośby” to modlitwa skierowana do Jezusa Chrystusa, żeby swoją mocą wypędził złego ducha. Kolejny rodzaj to „egzorcyzm rozkazu”- modlitwa w imię Jezusa Chrystusa, na mocy Kościoła Świętego, skierowana bezpośrednio do złego ducha o wyjście z danej osoby. Modlitwa ta kończy się „Magnificat” z pieśnią maryjną mającą na celu odśpiewanie Bogu chwały. Nie zawsze za pierwszym razem modlitwa egzorcyzmu może być na tyle skuteczna, że zły duch odejdzie. Często trzeba ją ponawiać nawet kilka razy.

Ile osób może być obecnych podczas egzorcyzmu?
Ojciec Bogdan: Na ogół jest jeden egzorcysta, który przewodniczy Liturgii Egzorcyzmu, pomagają mu często osoby świeckie. Mogą to być osoby związane z osobą opętaną (rodzina, przyjaciele) lub zespół, który współpracuje z egzorcystą. Ludzie ci mogą też modlić się w pobliżu miejsca, w którym sprawowany jest egzorcyzm. Są to najczęściej kaplice, kościoły, sale przykościelne. Zazwyczaj starano się, żeby te modlitwy nie odbywały się w miejscach publicznych, ze względu na uszanowanie godności osoby opętanej, jej prawa do intymności. Dlatego to, co się dzieje w ramach egzorcyzmu nie może się wydostać poza pomieszczenie. Chyba, że jako przykłady i to za zgodą takiej osoby.

Czy podczas egzorcyzmu można zadawać szatanowi pytania?
Ojciec Bogdan: Najczęściej zadaje się pytanie o jego imię. Mając imię można poznać, jaki jest charakter ducha. Ewentualnie można pytać o źródło, miejsce i czas przyjścia złego ducha do danej osoby i zawładnięcia jej ciałem. To może być też pomocne w podejmowaniu modlitwy. Natomiast nie dyskutuje się ze złym duchem. Przerywa się w imię Jezusa Chrystusa wszelkie jego działania zmierzające do tego żeby coś powiedzieć. Nie powinno się z nim rozmawiać o kimś innym, o osobach trzecich. Zły duch może robić wszystko, żeby kapłan nie podejmował egzorcyzmu. Diabeł może także prowadzić dialog z kapłanem i to na wysokim poziomie teologicznym, w różnych językach, po to tylko, żeby czas, który jest poświęcony na egzorcyzm przeminął i kapłan nie podejmował rozkazu do odejścia skierowanego do złego ducha.

Dlaczego szatanowi tak bardzo zależy żeby zawładnąć człowiekiem, mieć go w swojej mocy?
Ojciec Bogdan: Szatanowi nie zależy na człowieku. Jemu zależy na tym, żeby człowieka wykorzystać w swojej grze. Zły duch chce dokuczyć Bogu przez to, ze będzie sprowadzał na manowce człowieka. Traktuje człowieka jako narzędzie, które użyje, a potem zostawi. Historie ludzi opętanych często kończą się tragiczną śmiercią. Zły duch, albo poprzez swoje działanie, albo pod wpływem jakiś innych czynników powoduje, że osoba opętana popełnia samobójstwo lub zostaje zabita w innych okolicznościach. Tak naprawdę nie zależy mu na człowieku jako takim, ale na tym by pokazać swoją władzę w stosunku do Boga. To pycha. Gabriel Amorth w swojej książce "Wyznania egzorcysty" wysuwa tezę, że szatan był rozczarowany, ponieważ myślał, że cały świat będzie do niego należał. Tymczasem okazało się, że Bóg go oddał pod panowanie Jezusa Chrystusa. Wtedy zły duch się zbuntował.

Jak odróżnić opętanie od choroby psychicznej?
Ojciec Bogdan: Bardzo trudno jest odróżnić jedno od drugiego. Powstał katalog chorób utworzony przez amerykańskich lekarzy i powszechnie stosowany w świecie medycznym. Występuje tam choroba o nazwie trans i opętanie. Wielu lekarzy uważa więc, że jest to choroba psychiczna, próbuje się ja leczyć. Pierwszym kryterium w ocenie, czy mamy do czynienia z choroba czy z opętaniem jest reakcja osoby opętanej (lub potencjalnie opętanej) na sacrum. Trzeba zwrócić uwagę, jak ona reaguje na modlitwę egzorcystyczną, na wodę święconą, na rzeczy, które są związane ze świętością (olejek, sól). Jednak często jest tak, że taka awersja do rzeczy świętych jest wywołana właśnie chorobą psychiczną. Ktoś uważa, że jest opętany, więc reaguje na moje czynności, widząc jak je wykonuję. Ale nie wie tak naprawdę czy w tym czasie modlę się, nie może intuicyjnie odczuwać moich modlitw. Dlatego na ogół zachowuje się spokojnie. A u osoby opętanej spokój w czasie modlitw jest niemożliwy.

Jak można rozpoznać opętanego człowieka w swoim otoczeniu?
Ojciec Bogdan: To jest poważny problem, ponieważ dziś w Polsce można zauważyć panowanie tzw. demonofobii. Z jednej strony jest to usprawiedliwianie siebie - to ktoś inny działa z zewnątrz, ja jestem bezradny i bezsilny. Taka osoba udaję się do egzorcysty, bez względu na to, czy jest on związany z kościołem, czy tylko podaje się za egzorcystę. Liczy na to, że sprawa będzie załatwiona od ręki. Tak bywa najczęściej. Żeby jednak naprawdę rozpoznać opętanie trzeba zrobić kilka rzeczy. Przede wszystkim przeprowadzić wywiad diagnostyczny, czyli poznać historię życia badanego, czy były w jego życiu sytuacje, w których miał do czynienia z jakimś złem (np. okultyści, wróżki, seanse spirytystyczne). Trzeba sprawdzić, czy ktoś w rodzinie mógł przekląć tą osobę. Wywiad diagnostyczny służy poznaniu całego tła i środowiska życia osoby potencjalnie opętanej. Potem dopiero można spotkać się z egzorcystą prywatnie. Odprawia on na początku tzw. „mały egzorcyzm”, aby być pewnym , że to co rozpoznał to rzeczywiście opętanie. Boję się zachęcać ludzi do tego, aby samodzielnie rozpoznawali opętanie. Często jest tak, że pojawia się osoba mówiąca, ze ktoś z rodziny jest opętany, tymczasem już w rozmowie można zobaczyć, że to nieprawda. Ale to jest wygodne. Poza tym w ludziach rodzi się lęk. Jest to skutkiem tego, ze coraz częściej się mówi i pisze o szatanie. A ciekawość ludzka to poznaje. Sam spotykałem się z wieloma dziennikarzami z gazet, które można powszechnie kupić w kiosku. Tam temat jest jednak traktowany bardziej jako kolejna sensacja, coś, co można sprzedać.

Co z opętanym, który nie chce poddać się egzorcyzmowi?
Ojciec Bogdan: Na ogół nikt z opętanych nie chce poddać się egzorcyzmowi. Taka osoba nie przyjdzie sama do egzorcysty, chyba, że już nie będzie sobie potrafiła poradzić sama z sobą. I wtedy egzorcysta jest następnym ogniwem w jej łańcuszku szukania pomocy. W takich wypadkach pojawia się sama. Najczęściej jest jednak tak, że jest ona przyprowadzana przez rodzinę (najbliższych, przyjaciół) którzy zauważają jakieś niepokojące objawy. Osobą opętana nie odnosi się pozytywnie do egzorcyzmu, ale z drugiej strony chce się pozbyć problemu. I to jest już jakaś zgoda pośrednia, którą można wykorzystać. Teologia moralna uczy, ze można wtedy podejmować egzorcyzmy, bo gdyby ta osoba mogła podejmować w tej sprawie obiektywne decyzje zgodziłaby się zapewne na takie działanie. Na kolejnych etapach procesu uwalniana powinno się wciąż pytać o zgodę, to bardzo pomaga, ponieważ osoba opętana określa siebie w stosunku do tego, co czyni kapłan. Wyraża wolę poddania się Jezusowi. Negacja będzie powodować, że proces uwalniania będzie o wiele dłuższy. Trzeba uświadomić sobie jeszcze jedną ważną rzecz – egzorcyzm jest tylko kolejnym narzędziem, stosowanym dla głoszenia Królestwa Bożego. Chrystus nie egzorcyzmował dla samego egzorcyzmu. Mógł przecież od razu wyrzucić wszystkie złe duchy. Ale nie zrobił tego. On głosił Królestwo niebieskie i dokumentował to, co mówił swoimi uczynkami, swoją władzą, m.in. przez wyrzucanie złych duchów, ale również przez uzdrowienia itp. Dlatego pierwszy cel jaki się stawia przy osobie opętanej jest doprowadzenie ją do wyznania wiary w Jezusa Chrystusa. Pomocą ma tu służyć egzorcysta - wiadomo, że przebywający w opętanym demon nie zgodzi się na wypowiedzenie takiego wyznania. Źle by było, gdybyśmy koncentrowali się tylko na egzorcyzmie a zapominali o tym, co jest naprawdę istotne. Niestety wiele osób patrzy na egzorcyzmy tylko przez pryzmat rytuału. Nie chcą zobaczyć tego, o co tam tak naprawdę chodzi. Dlatego tam gdzie nie ma przyjęcia wiary w Jezusa również odprawia się egzorcyzm, ale nie musi on być od razu skuteczny. Trzeba na to czasu, cierpliwości, modlitwy Kościoła. Nie jest to proste i często jest to związane z wieloma przykrymi doświadczeniami. Choćby z tym, że osoby mieszkające z człowiekiem opętanym musza się liczyć z atakami, które mogą być skierowane w ich kierunku.

Czy oprócz egzorcyzmu są inne sposoby na pozbycie się złego ducha? Czy opętany sam może coś zrobić?
Ojciec Bogdan: Myślę, że tak, Trzeba wyróżnić dwa kierunki działania kościelnego. Jeden, dążący do uświęcania człowieka. Są to sakramenty święte, modlitwa Kościoła. Drugi dotyczy walki duchowej, czyli wyrywaniu człowieka z mocy zła poprzez egzorcyzm. Działanie to nazywamy sacramentalium. Jest to niejako wstęp do sakramentu. Oczywiście egzorcyzm przeprowadzamy po to, aby człowiek przyjął sakrament.
Byłem świadkiem takiego wydarzenia: podczas zwykłej spowiedzi świętej, penitent, którego spowiadałem zaczął się trząść. Tak silnie, że poruszał cały konfesjonał, który w efekcie przewrócił się na mnie. Potrzebna była tam modlitwa o uwolnienie w ramach sakramentu spowiedzi, aby wyzwolić tego człowieka. Zresztą moja przygoda z demonami zaczęła się właśnie od sakramentu pojednania dwóch osób, które może nie były opętane, ale na pewno były pod działaniem złego ducha.

Jest sześć stopni działania szatana na człowieka – kuszenie, dręczenie, opresje, obsesje, nawiedzenie i opętanie. Czym one się różnią?
Ojciec Bogdan: Ten podział wprowadził Gabriel Amorth. Jest to podział umowny. Najprościej jednak wyodrębnić cztery rodzaje działania złego ducha – pokusa, opresje, obsesje i opętanie. Pokusa to próba nakłonienia człowieka do grzechu, oddziaływanie zewnętrzne lub wewnętrzne w człowieku, które powoduje, że schodzi on z drogi Bożych przykazań. Najlepszą bronią na bezpośrednią pokusę diabelską (którą często charakteryzuje przemoc i nagłe najście) jest usilna modlitwa, akt strzelisty, wezwanie pomocy aniołów lub świętych. Kolejną po pokusie demonicznej formą oddziaływania szatana na człowieka są opresje diabelskie. Mamy z nimi do czynienia, gdy zewnętrzne działanie złych duchów skierowane jest na konkretną osobę w celu uprzykrzenia jej życia (Ojciec Pio był wielokrotnie bity przez szatana). Najczęściej dokonuje się to poprzez wszelkiego rodzaju niewytłumaczone zjawiska pojawiające się w otoczeniu danej osoby lub w konkretnym miejscu (przesuwające się meble, odgłosy chodzenia, samozapłony sprzętu kuchennego itp.). Obsesja wywołuje w człowieku myśli skłaniające człowieka do stanów załamania, rozpaczy, nieczystości, poniżania siebie, autoagresji a nawet samobójstwa. Przymus amoralnego działania jest tak silny, że trudno się mu przeciwstawić. Przy słabej obsesji sami możemy walczyć ze złym duchem poprzez ponowne oddanie się Chrystusowi, nieustanne używanie sakramentaliów, modlitwy. Kiedy obsesja jest silna z pomocą może przyjść kapłan, który podejmie modlitwę o uwolnienie. Ostatnim, najgorszym etapem jest opętanie. Człowiek, jego pamięć, wyobraźnia i ciało poddane są złemu duchowi, a jego myśli są przyćmione. Diabeł może w tych sferach panować, chociaż nie ma władzy nad umysłem i nad wolą. Mamy tutaj do czynienia z dwoma osobowościami – człowieka i złego ducha, który "posiada" człowieka. Osoba opętana na co dzień się nie wyróżnia, lecz w momentach kryzysowych diabeł przejmuje nad nią władzę. Opętany nie wie wtedy co się z nim dzieje. Boską pomocą dla opętanego jest przede wszystkim egzorcyzm.

ks. Jaroslaw Cielecki nie wierzył w opętanie

ks. Jaroslaw Cielecki nie wierzył w opętanie

Przez adlucem in Bez kategorii kiedy 13 kwietnia 2023

Pamiętam rekolekcje niedaleko wulkanu Wezuwiusz - wspomina ksiądz Cielecki. - Podczas komunii świętej zawołano mnie do kobiety w ostatnim rzędzie. Obok niej siedział jej mąż.

Kiedy podałem jej hostię, ona miała dziwny wzrok. Patrząc wprost na mnie zgryzła ją i powiedziała schifo (wł. świństwo). Przestraszyłem się. Wróciłem do ołtarza i żałowałem, że dałem Komunię tej osobie, którą uznałem za chorą psychicznie.

Po zakończonej mszy do zakrystii przyszedł jej mąż (i jeszcze czterech mężczyzn z rodziny) i powiedział: Przepraszam za to co się stało, ale moja żona jest opętana przez złego ducha. Ja wtedy w to nie wierzyłem. Myślicie, że w to uwierzy każdy ksiądz? Myślicie, że w to uwierzy każdy człowiek?

Mąż klęczał i prosił o błogosławieństwo. Nie chciałem go udzielić, zrobiłem to dopiero, wychodząc z zakrystii. Stała się zadziwiająca rzecz. Jakaś ogromna siła popchnęła tę kobietę. Zaczęła wymiotować czarną mazią, nieludzkim głosem wykrzykiwać i przeklinać Matkę Bożą i Chrystusa i wykazywać ogromną siłęCi mężczyźni nie mogli jej utrzymać. Ale ja nadal nie wierzyłem: Przestań urządzać teatr!  Jest chora psychicznie, zabierzcie ją do domu, do widzenia... 

Gdy już chciałem wyjść z zakrystii usłyszałem, że ta neapolitanka, która nigdy nie uczyła się języka polskiego, nawet nie wiem, czy wiedziała, gdzie leży Polska, mówi do mnie w perfekcyjnym języku polskim: Nie wierzysz, że ja jestem?  Obecni przy tym zaczęli mnie pytać, czy rozumiem, co ona mówi. Zaczęła podawa moją datę urodzenia,  miejscowość, gdzie się urodziłem (tam za Krakowem), mówi więcej: a teraz powiem ci twój pierwszy grzech, żebyś wiedział, że jestem, mówi dzień, datę (z moich młodych lat), godzinę. Chcesz jeszcze minuty? - pyta. Wierzysz teraz?. Ciarki przeszły mi po plecach. Wtedy uwierzyłem.

Wiedziałem, że nie mogę uciec, ale nie znałem formuły egzorcyzmu, nie byłem do tego przygotowany. Powiedziałem wtedy po polsku na głos do Matki Bożej: pomóż mi, jestem tu sam, daleko od Polski, a tu szatan do mnie mówi. Przyjdź mi z pomocą. Masz moje ręce. Weź moje ciało, jestem Twój. Proszę Cię, uwolnij tę kobietę. Kiedy to mówiłem, to kobieta jeszcze bardziej szalała, rzucała się i bluźniła, ale ja już się wtedy nie bałem. Wiedziałem, że Matka Boża się zbliża. Kiedy wyciągnąłem ręce, położyłem na tę kobietę i odmówiłem modlitwę "Zdrowaś Maryjo...", zły duch ją opuścił. Czułem wtedy obecność Matki Bożej, czułem, że moje ręce nie są moimi rękoma.

Po modlitwie czekałem przed kościołom na kogoś, kto miał mnie zabrać. Czułem obecność demona tak blisko, jakby szedł za mną. Ta świadomość towarzyszyła mi również w domu. Zapaliłem światło, modliłem się na różańcu. Światło paliło się do rana. Na porannych Mszach prosiłem wiernych, aby się modlili za uwolnioną od złego ducha kobietę. 

Dwa lata później zadzwonił mąż tej kobiety. Oznajmił, że zły duch nigdy nie powrócił. Zastanawiałem się, jak to się stało, nie odprawiałem przecież egzorcyzmu. Zrozumiałem jednak, że największym egzorcystą jest Ona, Matka Boża.

Ks. Cielecki przez wiele lat sprawował duszpasterską misję we Włoszech, a także kierował serwisem informacyjnym Vatican Service News, emitowanym we włoskich telewizjach regionalnych. Były sekretarz bp Pawła Hnilicy, były współpracownik prefekta ds. ewangelizacji narodów kard. Ivana Diasa. Obecnie ks. Cielecki należy do wspólnoty, która nie utrzymuje jedności z papieżem Kościoła Katolickiego.